Z pewnością biegacz, który dokona tej sztuki na stałe wpisze się do Panteonu światowego sportu. Mówi się, że złamanie dwóch godzin na królewskim dystansie to jedna z tych sportowych barier, która burzy wszelkie fizjologiczne reguły. Być może tak jest... Ludzie od pewnego czasu ścigają się z czasem, burzą teorie i obalają mity. To, że rekord świata w maratonie padnie w przeciągu najbliższych kilku lat, wynika z czystej statystyki, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom.
Jeszcze parę lat temu człowiek o zdrowych zmysłach nie śmiał przypuszczać, że można pokonać 42195 metrów z średnią prędkością 2'55'' na każdy kilometr. A to właśnie zdarzyło się wczoraj. Analogicznie sprawa się ma z biegiem na dystansie jednej prostej. 100m poniżej 9.6 sekund? Niemożliwe. A jednak... Pytam się, gdzie leżą granice? Czy człowiek za kilka dekad prześcignie fizjologię i całą naturę wziętą w całość?
Świat przebiera nogami coraz szybciej, nie nadążają za nim nawet najbardziej zorientowani w temacie. Cząsteczki elementarne neutrina z laboratorium CERN śmigają szybciej od światła. Teoria Einsteina ponoć legła w gruzach, a wehikuł czasu to nie mrzonka tylko pieśń przyszłości. Dla mnie pokonanie dwóch godzin w maratonie będzie równoznaczne z obaleniem teorii pana Alfreda.
Wątpliwość rodzi wątpliwość, pytanie rodzi pytanie... Kiedy zatem maratończycy będą szybsi od prędkości światła? W którym momencie bieg na 100 metrów nie zostanie zauważony przez ludzie oko? Nie wiem. To wszystko dzieje się za szybko. Dlatego idę pobiegać.





